Chciałabym napisać coś sensownego, ale chyba się nie da. Nie wiem co o tym myśleć, historia lubi się powtarzać. A było już tak dobrze... ale nie, jak zwykle musi się wszystko spieprzyć. Tylko, że ja nadal będę udawała, że jest okej, bo nie chcę niczego psuć bardziej. Staram się ograniczyć te wszystkie złe i przykre uczucia i dojdę w tym do perfekcji, obiecuję to sobie. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ba, od początku wiedziałam, że to będzie jedna z najtrudniejszych "rzeczy" jaka mnie czeka, ale pisałam się na to. I teraz się nie wycofam, nawet bym nie umiała. Za bardzo mi zależy, żeby cokolwiek zmieniać, bo przecież mogłoby być gorzej, a tego już bym nie zniosła. Przeżyję to, mimo, że boli. Mimo, że to jest chyba podstawową rzeczą w tym wszystkim. Ale dam radę, bo przecież i tak lepiej nie będzie, nawet gdybym żyły wypruwała, chociaż i tak wypruwam. Żeby się ogarnąć wystarczy mi poduszka, milion chusteczek i muzyka. Tyle, że nigdy nie będzie naprawdę okej...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz