czwartek, 1 grudnia 2011

Czasem próbując być zwyczajnie miłym dla innych, można naprawdę wszystko popierdolić. Ludzie nie mają zahamować, nawet aluzje, czy sugestie, nie mówię już o wykładaniu wszystkiego jak krowie na rowie, nie pomagają i do nich nadal nic nie dociera. Nie chcę mieć wrogów, naprawdę, chcę jedynie żyć ze wszystkim w najnormalniejszej na świecie zgodzie, ale kurwa. To nie znaczy, że od razu chcę się z nimi przyjaźnić, szczególnie, że od początku wysyłam sprzeczne sygnały. Nie wiedziałam, że zwykła rozmowa podczas przerwy, wspólne śmianie się i siedzenie koło siebie musi oznaczać, że ten ktoś jest dla mnie ważny. Tak naprawdę mam to wszystko w dupie, bo przecież skoro nie utrzymuję z kimś bliskich kontaktów, jest tak jakby nieistotny. Czy ja mam na czole napisane "CHCĘ PRZYJACIÓŁ, MOŻESZ NIM ZOSTAĆ OD ZARAZ"?! Nie, kurwa nie. I nie chcę nikogo, mi jest dobrze tak jak jest. Czy słowa "wybieram ją" o niczym nie świadczyły? Skoro już tysiąc razy tłumaczyłam pewnej osobie, że nie, nie jestem jej przyjaciółką, bo przyjaciółkę mam jedną, to naprawdę tak trudno zrozumieć? Nawet nie mogę najnormalniej w świecie porozmawiać, bo zaraz daje jakieś chore nadzieje. Widać z pewnymi ludźmi nie można najzwyczajniej w świecie utrzymywać znajomości typowo koleżeńskiej, bo od razu liczą na coś więcej. Wybacz, nie potrzebuję kolejnej przyjaciółki, na pewno nie w Twojej osobie. Mam jedną, to mi wystarczy, ale chyba nikogo to nie obchodzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz