Czasem po prostu każdy ma chwile załamania, czasem dwie, ewentualnie siedem. Wydaje mi się, że może za często łapię dołki, ale przecież jestem szczęśliwa, tak? Pocieszam się tym, że to wszystko wina jesiennej chandry, bo to jest jedyne sensowne wytłumaczenie. Znowu wszystko nad interpretuję, znowu wszystko wyolbrzymiam, dopowiadam sobie jakieś niestworzone rzeczy, ale czemu? Boże, jak tylko o tym myślę, to aż brzuch mnie boli. Czasem też czuję, że zbyt wiele się zmieniło i w sumie to moja wina, wiem. Ale myślałam, że będzie tak jak kiedyś, tak zajebiście i wykurwiście dobrze. Tylko jak po czymś takim może być tak jak dawniej? Nie da się po prostu. I co mi pozostaje? Chyba tylko cieszenie się namiastką tego, jak było kiedyś i ryczenie w poduszkę ze swojej głupoty. Tylko czy to ma jakiś sens? Prawdopodobnie nie, prawdopodobnie nic nie ma sensu, ale tutaj nie o to chodzi. Ja chcę tylko... chcę tamtą Ciebie, chcę tamtą przyjaźń. Ale teraz to tylko i wyłącznie marzenie, bo ja nie będę się wpieprzać, nie będę zabiegać. Postaram się cieszyć tym co mam, resztkami przeszłości i teraźniejszością. Dam radę i nie będę już kurwa więcej płakać, płacz jest dla cipek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz