Nie panuje nad sobą, okej? Nie panuję nad emocjami, nad obawami, nad tym wszystkim. Chcę przestać się tak cholernie bać, bo przecież kurwa nie mam powodów, tak? No właśnie, więc czemu? Wiem tylko jedno, moja psychika wariuje, a ja się poddałam temu szaleństwu. Przecież było już dobrze, przecież już byłam spokojna, przecież byłam pewna. Czy te sny muszą zawsze wszystko spierdolić? I bądź tu mądry. Walczę ze swoją podświadomością, ale przegrywam. Czuję się jak mały pionek w jej rękach, robi ze mną co chce, uraja mi coś, a przez to ja muszę cierpieć. Muszę codziennie mierzyć się ze swoim jebanym mózgiem i robić wszystko wbrew niemu. Przecież nie chcę się tak czuć, przecież ufam, przecież jestem do cholery pewna, więc czemu? Kiedyś nadejdzie taki czas, że jebnę porządnie głową w stół, ścianę czy coś jeszcze twardszego i będzie po tobie, jebany mózgu. Mam tylko tą nadzieje, że to się skończy, te sny, te obawy i myśli. Dlaczego zawsze, kiedy jest już okej to coś musi robić wszystko, żeby to zniszczyć? Jebać to, będę robić swoje, wbrew wszystkiemu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz