Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć ile razy w życiu zachowywałam się tak, jak chciałam się zachować. Próbuję sprostać wymogom społeczeństwa, ale jednocześnie dać coś od siebie- nie wychodzi. W takiej sytuacji pozostaje mi po prostu być sobą, ale czy w ogóle umiem nią być? Bez maski ucieszonej i milusiej dziewczynki mogę sobie nie poradzić. Czy to nie będzie dziwne, kiedy nagle uwolnie mój cięty język i moje poglądy, kiedy beznamiętnie będę mówić te wszystkie formułki funkcjonujące w życiu przeciętnych nastolatków, czy kiedy bez drgnięcia powieką będę bluzgała na wszystkich i doszczędnie raniła? Czy jest sens spełniać się, kiedy nie ma przy tobie nikogo? A może raczej upchnąć w cień swoje idee i czuć się tłamszoną, by za wszelką cenę być między ludźmi? Mój odwieczny dylemat, którego prawdopodobnie nigdy nie rozstrzygnę. Może po prostu chciałabym, żeby choć raz moje milczenie było jedynym jakie słyszę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz