Zauważyłam, że zbyt często używamy wielkich słów niepasujących totalnie do sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Mówimy „to jest mój przyjaciel”, kiedy ta osoba nawet nie wie jakiej muzyki słuchamy. Mówimy „kocham go/ją”, kiedy tak naprawdę nie mamy bladego pojęcia co znaczy to słowo, albo po prostu nie zdajemy sobie sprawy z jego wagi. Na szczęście ja już przestałam. Przestałam mówić, wolę okazywać. Zaczynam odróżniać przyjaźń od zwykłego kumpelstwa, czy znajomości. Zaczynam odróżniać „kocham Cię” od zwykłego „lubię Cię”. I wiecie co? Dużo lepiej jest mieć jedną osobę, którą kocha się naprawdę i która jest PRAWDZIWYM przyjacielem, niż wiele innych, z którymi ma się tyle tematów, co z kanapką z dżemem. Więc tak, uważam siebie za szczęściarę, mimo wszystko. J
wspaniała monster.
OdpowiedzUsuńTak! I znam to doskonale. Osoby z mojego otoczenia po jednym uśmiechu już opowiadają sobie całe życie. Nie potrafię tego zrozumieć, ale każdy przecież żyje na swój sposób.
OdpowiedzUsuńZapraszam też na drugiego bloga: dose-of-rock.blogspot.com