piątek, 3 lutego 2012

Mamy piątek, juhu! Wiem, powinnam się cieszyć, weekend, wolne, ale ja jakoś nie umiem wykrzesać z siebie tego entuzjazmu. Szczerze mówiąc wole chodzić do tej jebanej szkoły, przynajmniej coś się dzieje. Przynajmniej z kimś rozmawiam, przynajmniej z kimś się śmieje. Ostatnimi czasy weekendy są strasznie chujowe, siedzę w domu pod kołdrą, raz na jakiś czas przejdę się na spacer i tyle. Wiem, że sama wybrałam sobie takie życie, ale powoli mam dość. Czy to naprawdę takie dziwne, że chcę zaszaleć? A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdybym tylko powiedziała słowo paru osobom, mogłabym przeżyć jedne z najbardziej niezapomnianych chwil. Właśnie, paru osobom, tylko akurat nie tym, z którymi bym chciała. Chujowo. Czuję, że się w pewien sposób ograniczam, chociaż wcale nie muszę. Jakiś wewnętrzny głos mówi, że to jest mój obowiązek. I mam siedzieć w domu na dupie, nic nie robić, tylko od czasu do czasu iść na spacer, czy do sklepu. Zajebiste życie, zajebiste weekendy, tak samo zajebiste były ferie. -.- Zero szaleństwa, zero naprawdę epickich wspomnień, zero życia. Czemu to sobie robię? Czasem serio żałuję, że wybrałam taką ścieżkę, a nie inną...





I just need a little more action
Chyba pora coś zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz