Cóż, ostatnimi czasy nie mam weny na nic, ale zacznijmy od tego, że nigdy praktycznie jej nie miałam. Wielkimi krokami zbliża się przyszłość, ale jakoś się o nią nie boję. Nadal żyję chwilą, odganiam od siebie negatywne myśli, może i średnio mi to wychodzi, ale jest lepiej. Lepiej niż wczoraj, gorzej niż jutro. Tego się trzymam.
Wszystko w życiu boli, wszystko niesie ze sobą zło, ale da się do tego przyzwyczaić. Zaczęłam być odporna na porażki, odporna na cierpienie, którego notabene ostatnio nie ma tak wiele, a może po prostu go nie zauważam, wszystko jedno. Nie chce mi się myśleć, dobrze jest tak jak jest.
Skup się na tym, żeby z każdym dniem było choć trochę lepiej. To już będzie jakiś start. A skoro zaczęłaś być odporna na porażki, to dobry znak.
OdpowiedzUsuńDokładnie, właśnie to robię. Na razie jakoś idzie :) Z czasem kiedy coraz więcej ich w życiu człowiek zaczyna się przyzwyczajać.
UsuńPrzyzwyczajać i przede wszystkim uczy się, jak z nimi walczyć. Lub jak ich unikać.
UsuńChyba nigdy ich do końca nie zwalczymy, ani nie unikniemy. Ważne, żeby się nimi nie przejmować i iść dalej, bez względu na wszystko. :)
UsuńWiadomo, ciężko byłoby je wszystkie zwalczyć.
UsuńMówisz, że lepiej się nie przejmować. Zgodzę się, chociaż warto jednak uczyć się na błędach i mieć je na uwadze.
+ Jeśli interesuje cię Green Day, to zapraszam na mojego drugiego bloga: dose-of-rock.blogspot.com . Znajdziesz tam najnowszego newsa na temat tego zespołu, a także coś o GNR! ;)
UsuńA na starej Antisocial nowa notka się pojawiła.
Tutaj się zgodzę, trzeba uczyć się na popełnionych błędach, ale nie można nad nimi przesadnie ubolewać, co jest częstą przypadłością ludzi w XXI wieku.
UsuńJuż wpadłam :)
Ubolewanie... moja przypadłość. Bez przerwy coś analizuję; czasem mam wrażenie, że to mój własny sposób na nudę. Czuć w tym nutkę masochizmu, bo jednak nie wszystkie wspomnienia należą do tych najlepszych, ale mimo to lubię powracać też do tych bolesnych. I zrozum tu człowieka.
UsuńWiesz, mam podobnie. Chociaż ostatnimi czasy coraz rzadziej. Czasem człowiek po prostu lubi rozkminiać i wspominać, nawet te bolesne rzeczy. W każdym z nas jest cząstka masochisty, czasem mi się wydaje, że we mnie większa niż u innych, chociaż.. Nie znam innych. Lubimy sobie komplikować życie, to wszystko dlatego.
UsuńPrzeczytałam wiele blogów i przeprowadziłam dość dużo rozmów podobnych do naszych. I powiem ci, że jest dużo więcej osób myślących podobnie do nas. Dlaczego o tym wspominam? Bo uważam, że to dość ciekawe, że na pozór tak różne jednostki mają ze sobą tak wiele wspólnego. Różne zainteresowania, sposób życia i postrzegania świata, ale jeżeli się przyjrzysz, to co chwilę ktoś dodaje, że przeżywa coś podobnego lub przydarzyło mu się "coś w tym guście". :)
UsuńWłaśnie wiem, ostatnio sama zaczęłam się w tym wszystkim orientować. Zdałam sobie sprawę, że na dobrą sprawę nie jestem tak do końca osamotniona w swoich poglądach i w uczuciach. To fajne, spotkać osobę, która jest podobna do Ciebie, przeżyła podobne sytuacje i myśli w zbliżony sposób do Ciebie. Cieszę się, że nie jestem w tym wszystkim sama :)
UsuńDokładnie! Zawsze w jakiś sposób jest raźniej, że nie siedzi się samemu w tym gównie. Może i przeciwieństwa się przyciągają, ale to jednak osoby o wspólnych zainteresowaniach budują trwałe przyjaźnie. :)
UsuńHej, hej! Widzę małą, gunsową zmianę. ;)
OdpowiedzUsuńTaaaaaak! Mam fioła na punkcie zmieniania wyglądu bloga. Ale mam nadzieje, że ten zostawię na dłużej :3
UsuńWspaniała Ty. :3
OdpowiedzUsuń