Każda cząstka mnie powoli obumiera, potrafię tylko leżeć i słuchając ulubionego utworu wpatrywać się w pustą ścianę. Świat wokół mnie przestał istnieć, to wszystko co kiedyś miało znaczenie - dzisiaj nie ma najmniejszego. Nie ma nic więcej co mogłabym dać, nie ma nic więcej dla mnie. Pustka, jedyne towarzyszące mi w tej chwili uczucie. Bo nikt poza mną nie może mnie ocalić, ale jest już za późno. Zamykam się w sobie jak pancernik w swojej skorupie. Czekam na jakiś cud, który mógłby wyrwać mnie z tej agonii, ale na próżno. I już nie płaczę, nie rozpamiętuję, nie mówię. Tylko słucham i próbuję się ukryć...
Współczuję ci, bo sama do niedawna przechodziłam przez ten etap. Jedyne co mogę ci powiedzieć na pocieszenie to fakt, że z czasem samo przechodzi. Ja w sumie tego nie tknęłam i odeszło na jakiś moment. Będę trzymać za ciebie kciuki, abyś szybko zebrała się do kupy!
OdpowiedzUsuń+ Strasznie podoba mi się ten nowy obrazek. :)
Cóż, nie wiem czy samo mi to przejdzie, ale mam cholerną nadzieję. Najgorsze jest to, że trwa to od kilku lat w sumie i czasem ucisza się, ale tylko po to żeby potem wrócić ze zdwojoną mocą.. Ale dziękuję za trzymanie kciuków, na pewno się przydadzą! :D
Usuń+ Ach, mi też! Opłaciło się szukać godzinę godziwego obrazka! :3
Wydaje mi się, że każdy ma w sobie takie swoje demony. Jedni się z nimi przyjaźnią, przyzwyczajają się do nich, a inni starają się walczyć, ale nic przez to nie wskórają. Może to jeden z twoich demonów? Nie wiem. Co cię nie zabije, to cię wzmocni, kieruj się tą zasadą. :)
UsuńMożliwe, że to mój demon. Powoli zaczynam się z nim zaprzyjaźniać, bo masz racje, walka tutaj nic nie da. Tak, póki co jeszcze żyję i mam nadzieję, że trochę pociągnę :)
UsuńNA PEWNO pociągniesz. :> Ja, na przykład, żeby dojść do czegoś i przeżyć ciężki okres muszę ponarzekać za trzech Polaków. Poważnie. To w jakiś sposób mi pomaga i potem staję na nogi. Fakt faktem, że trochę uprzykrzam życie ludzi wokoło, ale jakoś ze mną przeżywają. :D Może też powinnaś trochę sobie ponarzekać? :> (ja tylko staram się zarzucić radą)
UsuńCzasem zdarza mi się narzekać, ostatnimi czasy głównie na to, że nie pojechałam na koncert Metallici. Ale wiesz, wolę nie zanudzać ludzi moim narzekaniem, częściej staje przed lustrem i sama do siebie mówię, narzekam, wylewam żale. Raz pomaga bardziej, raz mniej, ale zawsze coś :D
UsuńNo, ja też niekiedy toczę walkę w moich myślach, co jakby się przyjrzeć bliżej, może się wydawać trochę śmieszne. Nieważne, jakiego sposobu się używa - najważniejsze, żeby pomogło. :)
UsuńDokładnie! Trzeba wszystko robić byleby sobie pomóc :)
UsuńZ ust mi to wyjęłaś. Czyli co, zaczynamy jakieś działania? Słuchaj tego: zachciało mi się zrobić coś z życiem. Ostatnio rozmawiałam z koleżankami i stanęłyśmy na tym, że z każdą sekundą robimy się coraz starsze i tracimy czas na siedzeniu w szkole, potem na studiach i potem w pracy... Potem przeszłyśmy na tak bardzo obgadany temat o śmierci i aż mnie rozbolała od tego głowa. Ale zachciało mi się wyruszyć w podróż po Europie, którą mam zamiar zrealizować za jakieś 5 lat. *-*
UsuńPodróż po Europie?! Jeeeeeeeeeeej, genialny plan! I w sumie wiesz co? Ja zawsze marzyłam, że kiedy będę dorosła i będę mieć kasę wyruszę na kilka podróży. Najpierw na podróż pociągiem po całej Polsce, potem na podróż po całej Ameryce i Północnej i Południowej i na końcu podróż po całej Europie. Czyli w sumie.. Chciałabym zwiedzić świat! Mam nadzieję, że chociaż część z moich planów uda mi się zrealizować, bo mam serdecznie dość siedzenia w tym zapyziałym mieście, gdzie jedyną atrakcją ostatnio był występ Piaska, który chyba nie przyjechał. >.<
UsuńTy i Twoje koleżanki macie racje, ja też często, w sumie aż za często, zdaję sobie sprawę, że czas leci, a ja? Ja stoję w miejscu. Trzeba coś z tym do cholery zrobić!
W sumie ta podróż po Europie też nie wzięła się z niczego. Fakt, już od dawna myślałam o zwiedzeniu świata, ale najbardziej popchnęła mnie do tego lektura szkolna, którą właśnie czytam. Jest o chłopcu na wózku, który sam(!) zwiedził Grecję, Włochy, Japonię, Tajlandię, Niemcy i jeszcze kilka państw. No, z pomocą ludzi, których poznał po drodze. Spał w parkach, na plaży, czasami zatrzymywał się w schroniskach, ale nie często, bo do wydania miał bodajże 7 euro dziennie. I w sumie chłopak mnie zainspirował, bo skoro on potrafił przemierzyć pół świata na wózku, to dlaczego ja nie mogę na nogach?
UsuńNatychmiast! Duszę się już w domu. Potrzebuję wakacji, żeby móc się (bardzo) wyszaleć. W tym roku naprawdę skorzystam z życia.
o.O Genialny chłopak! To się nazywa wiara we własne siły i samozaparcie w dążeniu do celu. Zazdroszczę mu tego. I w sumie, możesz wszystko. Jeśli tylko będziesz chciała :D
UsuńTak! Ja mam to samo. Ale pewnie się nie wyszaleję, jak to ja, nie będzie z kim. Ale mam nadzieję, że moje plany z wyprawą do Gdańska i pielgrzymką wypalą! :D
Cholera, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo ja mu zazdroszczę. Postaram się być taka jak on; sprawić, że nie będzie dla mnie granic. Tak! Jestem teraz pełna motywacji.
UsuńNa pewno wypalą! Poczekaj... pielgrzymka?!
Ach, zazdroszczę Ci tej motywacji. Ja niestety w tej chwili jestem mega zdemotywowana. :<
UsuńTak! Tzn. Poznałam koleżankę w necie, parę miesięcy temu, świetnie się rozumiemy i w ogóle, a ona mieszka w Gdańsku i wybiera się na pielgrzymkę. Ja powiedziałam, że będę jej towarzyszyć z wielką chęcią i teraz tylko muszę namówić rodziców. Gdyby nie to, że to jest 7 godzin drogi ode mnie to wiem, że by się zgodzili. Tylko ta odległość :<
Głupie kilometry zawsze są ogromną przeszkodą do zrobienia wielu rzeczy. Chociaż uważam, że największą przeszkodą w spełnieniu marzeń są... właśnie rodzice. Na etyce w zeszłym semestrze rozmawialiśmy, że to niby my sami się ograniczamy, co do pewnego stopnia jest prawdą. A zakazy rodziców nie mają w tym żadnego udziału?
UsuńWiesz, wydaje mi się, że jeżeli porozmawiasz z rodzicami i pokażesz, że jesteś dojrzała, to w jakiś sposób uda ci się przekonać. Chociaż odległość i fakt, że znacie się tylko z Internetu (i nie wiadomo, kto tam czyha po drugiej stronie) to dość mocne argumenty przeciw. :s
Zgadzam się, rodzice są maszyną do niszczenia marzeń, niestety. Wiesz, nie chodzi tutaj o to, że znamy się z internetu, bo już raz byłam u kumpeli z neta, na cały tydzień, wiec z tym moi rodzice nie mają problemu. Chodzi tylko o te 7 godzin jazdy. Ale może się uda! Trzeba być dobrej myśli.
UsuńA w tej chwili zorientowałam się, że zapomniałam kupić koperty i mój list chyba nie dojdzie na czas. :< Ale jest jeszcze priorytet, na szczęście!
Skoro to nie byłoby problemem, a sama odległość to... w sumie sama nie wiem. Rodzice to dziwne istoty i jak się uprą, to nic na nich nie zadziała.
UsuńNo, ostatnia nadzieja w priorytecie!
Tak, bardzo dziwne. Dzisiaj mój ojciec zachował się... No cóż, tragicznie i zaczął obrażać Metallicę, Led Zeppelin i inne zespoły, których słucham. Tak po prostu, bez żadnego powodu. No i pokłóciłam się z nim jak nigdy. I weź tu zrozum rodziców!
UsuńEch... nawet mi o tym nie mów. Moja mama swego czasu była metalówą (widziałam zdjęcia, więc są dowody), a teraz każe "mi się tak nie drzeć" i przyciszyć muzykę. Ja w ogóle tej kobiety nie rozumiem. Ale bynajmniej Gunsów i Ozziego można jeszcze w spokoju posłuchać.
UsuńJak to się mówi "nie pamięta wół jak cielęciem był." Nasi rodzice są już starsi, pewnie te "szarpidruty", jak nazywa tą muzykę moja rodzinka, przeszkadzają im po prostu w skupieniu się, mózgi mają za stare, tak to sobie tłumaczę. :D Moja mama zniesie Gunsów, bo wie jaką mam na ich punkcie obsesje, zniesie też Led Zeppelin, Aerosmith, Bon Joviego i tego podobnych, ale już jak włączam Iron Maiden czy Metallice to kiepsko... Albo taki System. Nie rozumiem tego no. Dobrze chociaż, że są jeszcze dorośli, którzy słuchają takiej muzyki. Szkoda, że ich jest coraz mniej :<
UsuńTrafne przysłowie! Jeżeli chodzi o System, to jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo oni starszym mogą naprawdę dać w kość. Moja mama rozbroiła mnie na koncercie Bon Jovi, kiedy to praktycznie cały koncert przesiedziała... Ale chociaż nuciła piosenki pod nosem (jest dobrze! gdzieś tam w głębi tli się mały płomyczek ducha rocka).
UsuńSzkoda, wielka szkoda. I prawda jest taka, że jest coraz mniej ludzi w ogóle, z którymi można by porozmawiać na temat tej muzyki. Smutne.
No System może dać, oj może. :D
UsuńByłaś na koncercie Bon Jovi?! Ojaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, zazdroszczę! Mały promyczek, zawsze nadzieja na coś więcej.
Smutne, racja. Dobrze, ze chociaż KTOŚ jest. Ja bym chciała z kimś o tym pogadać, ale cóż. Ogranicza się to tylko do mojej przyjaciółki no i teraz do Ciebie :D
Byłam i muszę przyznać, że do tej pory jest to najlepszy dzień w moim życiu, co może się zmienić po dziewiątym czerwca (gala wrestlingu) i spaść pozycję niżej. :D
UsuńPrawda; dobrze, że w ogóle ktoś jest. Nie można wybrzydzać.
Jeeeeeeeej! Zazdroszczę Ci cholernie *.* Ile bym dała żeby posłuchać na żywo Born To Be My Babe, czy You Give Love A Bad Name. Uwielbiam fazować na nich, uwielbiam!
UsuńNo właśnie, ważne, że ktoś jest :)
Koncert był... magiczny? zajebisty? spektakularny? Cholera, nie potrafię tego wyrazić słowami. Nie zdarza się często, żeby wokalista śpiewał lepiej na żywo niż na CD, ale Johnowi się to udało tamtego wieczoru. Od skakania prawie spadłam z trybun, a następnego dnia nie mogłam mówić, ale bawiłam się nieziemsko. Totalnie odpłynęłam na jeden wieczór i nie jeden raz popłakałam się ze szczęścia (a to niespodzianka...:D).
UsuńJezu. Jon jest mistrzem, uwielbiam go <3 I trzeba przyznać, jak na 50 latka zajebiście się trzyma. Mógłby być moim ojcem i z dumą bym się z nim pokazywała! Boże, szczęściara z Ciebie. Takie przeżycie to jest coś!
UsuńTakie ukrywanie się, niestety, jedynie pogorszy sytuację - wiem to z własnego doświadczenia.
OdpowiedzUsuńTo co można innego zrobić?
UsuńChociaż przez chwile zmienić się w ekstrawertyka ;)
UsuńNie, to chyba nie dla mnie. Wolę zamknąć się w pokoju z muzyką czy iść na spokojny spacer po parku myśląc nad tym wszystkim, albo w ogóle nie myśląc. Ekstrawertykiem chyba jednak nigdy nie będę.
UsuńIle chcesz żyć w tej ciszy? Nie da się przed sobą uciec.
OdpowiedzUsuńJak najdłużej... Wiem, ale ostatnimi czasy to chyba jedyne słuszne rozwiązanie. Izolowanie się od innych i w sumie.. od siebie samej.
UsuńUważaj, bo ten moment zderzenia może być tragiczny w skutkach.
UsuńWychodzisz ze skorupy, TERAZ.
OdpowiedzUsuńkurczę, jaki piękny wygląd! :3
high five...
OdpowiedzUsuń< piątka > Szkoda, że przybijamy ją w takiej... niezbyt przyjemnej sprawie.
Usuńkolejna highfive.
UsuńPrzynajmniej nie jestem w tym sama. :)
Usuń